„O dwóch braciach z Kormanic”

Dawno, dawno temu przy gościńcu w Kormanicach stała kuźnia. Od pokoleń rodzina Stacha trudniła się kowalstwem i fach ten przechodził z ojca na syna. Trudne to rzemiosło, wymagające siły i cierpliwości. Starszy brat Stanisława, Maciej nie chciał tak ciężko pracować. Zmusił ojca, by dał mu część majątku. Umyślił sobie, że zbuduje karczmę i w ten sposób zapewni dostatek. Wszak co roku zdążają tędy liczni pielgrzymi, śpieszący do stóp Kalwaryjskiej Matki.
I tak się stało. Po kliku latach Maciej i jego rodzina opływali we wszystko. A karczma dzień i noc tętniła życiem. Dobra oddane starszemu z synów i choroba ojca, który wkrótce opuścił ziemski padół sprawiły, że w kuźni Stacha i skromnej izbie było coraz biedniej. Mało ludzi korzystało z pracy kowala bo na wsi też panował niedostatek. Trudno było związać koniec z końcem, a na przednówku to i chleba brakowało.
- Och ty Biedo nieszczęsna, czemuś się mnie tak uczepiła? – westchnął zmartwiony kowal i nie mógł wyjść ze zdumienia, gdy usłyszał cienki głosik:
- Jesteś dobrym człowiekiem, więc u ciebie zamieszkałam.
- A kimże ty jesteś?
- Jestem Bieda, jako rzekłeś.
I wtedy Stach wpadł na pomysł, by pozbyć się niewygodnego towarzystwa. Przypomniał sobie powiastkę, którą kiedyś zasłyszał od babki o Biedzie, jak udało się ją chłopu zamknąć w szpikowej kości.
Przez kilka dni w swej kuźni pracował nad ładną stalową szkatułką. Ozdobił jej wieczko, wymościł w środku atłasową chusteczką, którą kiedyś znalazł koło kormanickiego zamku. Kiedy wieczorem znów zasiadł przy piecu, przywołał Biedę do siebie. Dał jej troszeczkę kapuśniaku, a obok miski postawił szkatułkę.
- Co tam masz? – zapytała.
- Skarby wielkie, ale nie dla ciebie.
- Nie dla mnie? Też coś!
I wścibska Bieda otworzyła wieczko szkatułki, wskoczyła do środka. Na to tylko czekał Stach. Zatrzasnął stalowe pudełko i mocno zamknął na skobelek.
Teraz już mam z tobą spokój – pomyślał.
I o dziwo, odmienił się los kowala Stacha.
Do kuźni znów zaczęli przychodzić, a to pług zamówić, a to podkowy nowe dla dworskich koni. Sam pan Fredro zaczął najmować Stacha do kowalskich prac i dobrze za nie płacił.
Wieść o powodzeniu i dostatku kowala dotarła do uszu brata – karczmarza. Wcześniej nigdy nie zaglądał do kuźni, nigdy nie wsparł brata w potrzebie.
- Jak to możliwe? - pomyślał zazdrosny Maciej, że Stachowi tak dobrze zaczęło się powodzić.
- Pójdę i sprawdzę, co jest tego przyczyną – rzekł sam do siebie.
Kiedy Maciej przyszedł do kuźni, zastał brata przy kowadle, sumiennie wykonującego swoje rzemiosło. W kuźni uwijało się jeszcze kilku czeladników.
- Witaj Stachu, jak ci się udało tak odmienić swój los? A i dom nowy postawiłeś? – rzekł z zazdrością
A uradowany Stach uściskał starszego brata i do izby prosi, częstuje jadłem, napitkiem. W końcu Maciej nalega, aby mu zdradził swój sekret.
- To tajemnica. Jest zamknięta w tej szkatule, która stoi tam pod powałą. Nie wolno jej dotykać, ani otwierać.
I kiedy Stach wyszedł z izby, bo wywołał go jakiś woźnica, któremu wóz  się popsuł, Maciej wszedł na stołek, zdjął szkatułkę i otworzył.
- O mój ty wybawco! O jakże jestem ci wdzięczna, żeś mnie uwolnił!  – zakrzyknęła Bieda i rzuciła się karczmarzowi na szyję. Przyrzekam,  że nie opuszczę cię aż do  śmierci!
Wybiegł przerażony Maciej z domu brata i choć szybko śpieszył do swej karczmy, u jego szyi wisiała niewidzialna Bieda.

Nietrudno zgadnąć, jak zmieniło się życie zazdrosnego i chciwego karczmarza. A ludzie odtąd powiadają, że biada temu, kto przez zawiść życzy drugiemu źle i cieszy się z niepowodzeń bliźnich. Nigdy nie wiadomo, kiedy los się odwróci.
Zaś za uczciwość i pracowitość zawsze spotka nagroda.

 

Maria Ryzner-Feduniewicz