paclaw
   

Opowieści starego młyna

 

Skrzypi młyńskie koło, woda z hukiem spada na nie i porusza ogromne cielsko kamieni, które mielą złote ziarno na bielutką mąkę. Tyle chleba będzie można z niej upiec, a i na kołacze wystarczy.
Tętni gwarem duże podwórko, co chwilę zajeżdżają wozy pełne worków ziarna. To bogaci gospodarze ze swymi parobkami przyjechali, by zemleć żyto i pszenicę na chleb dla całej rodziny. Są też i skromne furki chłopów, a bywa, że na własnych plecach chudy człek niesie odrobinę ziarna, bo tylko tyle jeszcze w skrzyni się ostało. Na ile bochenków wystarczy?
Skrajem drogi idzie smutna niewiasta. Z lękiem usuwa się przed rozpędzonymi końmi. Na podwórku dostrzegła ubielonego mąką młynarza.
- Panie, poratujcie mnie niebogę! Mąż mój już cztery roki jak poszedł na wojnę. Nie ma kto w polu robić, nie mam chleba dla dzieci. Użyczcie choć woreczek mąki.
- Nie mam teraz czasu! Widzicie ile tu roboty!
Ze łzami w oczach odwróciła się kobiecina, spojrzała w spieniony nurt rzeki Młynówki i pomyślała:
- Oj, żebyś ty rzeczko tak hojnie swej wody nie dawała, to i we młynie mniej byłoby roboty. Może i ludzką biedę wtedy łatwiej byłoby dostrzec?
Wróciła kobieta do swej chaty i wkrótce los się odmienił. Mąż wrócił z wojny, przenieśli się na pobliską Kalwarię, kupili chatę i żyli z użyczania gościny pielgrzymom. A w rzece wody zaczęło ubywać. Najpierw myślał młynarz, że to tylko susza od miesiąca wszak nie padało. Ale później nawet po dużych ulewach wody wcale nie przybywało. Wybrała inne koryto popłynęła w inną stronę.
Coraz mniej wozów zajeżdżało na młyńskie podwórze. Aż przyszedł dzień, że synowie porzucili pracę z ojcem młynarzem i poszli w świat szukać łatwiejszego chleba. Umarł stary młynarz i zatrzymało się młyńskie koło. Potem wielu nowych właścicieli próbowało ożywić stary młyn. Wody starczało jednak na krótko.
Nieubłagany czas stojącą bezużytecznie budowlę coraz bardziej doświadczał. Jeśli wędrowiec przystanie tu na chwilę, to może usłyszy jego smutną przejmującą skargę:

Zmienne są dzieje ludzkiego losu,
po pełnym, pustego doświadczysz trzosu.
Z wdzięczności ludzkiej bogactwo zbudujesz,
gdy jej nie zaskarbisz, próżno pracujesz.

 

Maria Ryzner-Feduniewicz