Ludmiła Marjańska

 

 

 Świat z wierszy utkany©

 Wiersze napisane w Młodowicach

 oraz przysyłane nam przez Patronkę.

Szkoła Podstawowa im. Ludmiły Marjańskiej w Młodowicach

2006

  

Opracowanie:

Maria Ryzner-Feduniewicz

Wiesław Feduniewicz

Szczęśliwy los sprawił, że 20 września 1990 roku przyjechała do naszej szkoły Ludmiła Marjańska. Zaproszona przez ucznia Artura Hamryszczaka, który po przeczytaniu w „Płomyczku” fragmentu jej książki „Zakochany zuch”  napisał list do redakcji. Pismo to trafiło do rąk autorki, która odpowiedziała Arturowi, a potem przyjechała do Młodowic i bardzo chciała poznać szkołę i nauczycieli. Tak rozpoczęła się kilkunastoletnia przyjaźń Poetki ze szkołą, uwieńczona nadaniem placówce Jej imienia. Nastąpiło to 1 stycznia 1999r.  i zostało odebrane jako szczególny dar i doniosłe wydarzenie dla całej społeczności. Niestety, 17 października 2005r.  epaniałe, spontaniczł, w Warszawie na zawsze pożegnaliśmy Patronkę.
ludmila

            Ludmiła Marjańska (ur. 26.12.1923r. w Częstochowie - zm. 17.10.2005 w Warszawie) należała do wybitnych poetów i tłumaczy poezji anglojęzycznej. Debiutowała w 1958r. tomikiem „Chmurne okna”. Jej biografia jest typowa dla wojennego pokolenia. W czasie wojny uczęszczała na tajne komplety i jednocześnie działała w konspiracji w drużynach sanitarnych AK i jako łączniczka. Po wojnie wraz z mężem przeniosła się do Warszawy i podjęła pracę w dziale literackim Polskiego Radia. Zadebiutowała też jako tłumaczka tomem „Wierszy szkockich” T. Burnsa. Zaczęła również studia na anglistyce UW i po 3 latach otrzymała stypendium Uniwersytetu Washington w Seattle. Stamtąd przywiozła fascynację poezją Emily Dickinson, której wiersze będzie tłumaczyć w sposób wyjątkowy. Kolejno ukazywały się tomy wierszy, wśród których za arcydzieło uchodzi „Żywica” (2001r.). Ostatnie tomy „A w sercu pełnia”(2003r.) (wybór wierszy) i „Otwieram sen”(2004r.) potwierdziły ważne miejsce L. Marjańskiej w historii polskiej literatury.

            Była osobą skromną, bezpośrednią, umiejącą w każdym dostrzec coś wyjątkowego. Kochała życie, przyrodę, z której często czerpała motywy do swoich wierszy. Miała niezwykły dar łączenia ludzi. Kiedyś podczas spotkania w Sandomierzu, gdy fotografowała się z grupą przyjaciół, czytelników, miłośników jej twórczości, Jerzy Krzemiński, kustosz z Muzeum Literatury powiedział: „oto dzieła zebrane Ludmiły Marjańskiej”. Bo dla Niej najważniejsi byli ludzie.

 

                Bez ludzi nie istnieję.

Jestem pustym naczyniem,

wyschłym korytem, którym

piasek pustynny płynie.

 

Ich bliskość jest jak woda:

jałową ziemię użyźni

i dojrzeją w ogrodach

owoce dla moich bliźnich.

 

            Po nadaniu naszej szkole Jej imienia, 1 czerwca 1999r., mówiła: to mój Nobel. Nigdy nie liczyłam na taki zaszczyt, pomnik za życia. Każda wizyta  w Młodowicach pozostawiała niezatarte wspomnienia. Zostawały też wiersze napisane dla nas i do nas. Szczególnie cenimy sobie wpisy do kroniki, często zabawne, ale też poważne i wzruszające: Jaka to musi być szkoła i jacy nauczyciele, gdy potrafi do siebie przywołać i dać ze siebie tak wiele. Wierszowane pocztówki przysyłane z różnych stron świata – z Turcji, Grecji, Kenii czy bliskiej Warszawy – na stałe weszły do kanonu omawianych tekstów, podobnie jak wiersze dla dzieci z tomiku „Dmuchawiec” czy powieść „Pimpinella i Tatarzy” (na motywach sandomierskiej legendy o Halinie Krępiance). Wiersze Ludmiły Marjańskiej są źródłem, z którego można czerpać mądrość życiową, odpowiedzi na trudne pytania: jak żyć, jak godzić się z tym, co nieuchronne, przemijanie i starość, jak odnaleźć radość w spotkaniu z Bogiem i ludźmi.

                       

***

                        Trzeba się z sobą przywitać

                        i trzeba siebie polubić

                        Twarz woalką czasu zakryta

                        blask oczu w nocach się zgubił

                        Nie ma już tamtej kobiety

                        nie można jej odmłodzić

Trzeba się z sobą przywitać

                        trzeba się z sobą pogodzić

 

W księdze kondolencyjnej Dawid z klasy IV napisał:

 

Bardzo mi żal, że Ludmiła Marjańska umarła.

Chciałbym jej zadać tak wiele pytań.

Teraz moje pytania zostały bez odpowiedzi.

 

Myślę, że te odpowiedzi są zawarte w pięknych i mądrych wierszach Ludmiły Marjańskiej.  I właśnie z myślą o młodych czytelnikach przygotowaliśmy niniejszy tomik. Jak makatka czy kobierzec tkany był przez wiele lat z wierszy drukowanych, jak i ulotnych, przysyłanych na kartkach, wpisywanych do kroniki czy pamiętników. Każdy z nich ma swoją historię.

            Niech te strofy staną się drogą do poznawania świata. 

 

       Maria Ryzner- Feduniewicz

 

 

 

 

Urodziny   Lucyny

 Pól  zielonych   jasna  przestrzeń,

świerki  chylą  się  na  wietrze,

cisza  ściele  się  dokoła,

tylko  wilga  o  deszcz  woła.

Ale  wróble  krzyk  podnoszą:

- Teraz, kiedy  trawy  koszą,

niepotrzebny  deszcz  i  wilgoć! -

I  umilknąć  każą  wilgom.

Milkną  wilgi, a  na  gruszy

dumny  wróbel  piórka  suszy.

Rozjaśniają   dzień  lipcowy

ptasie  śpiewy  i  rozmowy.

                       

Naraz  sroka  przypomina 

o  Lucynki  Urodzinach:

- Goście  jadą  do  Młodowic!

Czy  już  wszyscy  są  gotowi? -

Wkłada  czarno  białą  suknię

i  po  chwili  jak  nie  huknie:

- Zaśpiewajmy  wszyscy  chórem! -

Woła  kosa, gila  kurę.

Kogut  czesze  się  grzebieniem

i  zaczyna  piać  swe  pienie:

- Kukuryku! Ku  radości

Mamy, Taty, Asi, gości,

rośnij  nam  zdrowo  Lucynko!

Dziesięć  lat  to  nie  tak  wiele,

za  lat  dziesięć  na  wesele

zaproś  nas wszystkich  Lucyno! -

Kura  zaś  z  markotną  miną

gniewnie  gdera, smutno  gdacze:

- Ja  wesela  nie  zobaczę!

Nie  uniknę  swego  losu,

Pewnie  zrobią  ze  mnie  rosół!

Przestań  śpiewać, mój  kogutku.-

- Dość  już  tego  smutku!-

woła  sroka  zagniewana.

- Niech  pan  pieje, proszę  pana! -

- Żyj  Lucynko  długie  lata

a  gdy  zwiedzisz  kawał  świata,

wracaj  znowu  do  Młodowic.

W  twoje  ręce!  Bądźcie  zdrowi!

 Młodowice, 11 lipca 1994r.

 

 Lato  na  wsi

Marii  i  Wiesławowi  Feduniewiczom

 Susza.  Spękana  ziemia.  Nawet  kret

chowa  się  głębiej  w  korytarze  chłodu.

Wody  brakuje  w  studniach.  Strumień

wysechł  i  mostek  śmiesznie  zawisł  w próżni.                  

Upał  wysysa  sok  z  czarnych  porzeczek,

maliny  jak  suszone  korale  na  krzaku.

Bielinek  niestrudzenie  lata  nad grządkami

młodej  kapusty,  lekki  jak  powietrze,

wolny  od  trosk  o  jutro.

Pełnia  lata.  Siano  w  brogach  schnie.

Konie  rżą.

Na  pagórach  wiszą  mgły  poranne,

zanim  słońce  z  nich  zrzuci  przejrzyste  koszule

i  zalśni -  bezlitosne  jak  wspaniały  władca

złotą  kolczugą  okryty

i  tak  spragniony,  że  gotów  jest  wypić

nie  tylko  Wiar ,  Turnicę,  San, 

lecz  Jezioro   Solińskie.

Wtedy  na  mieliźnie

osiądą  wodne  rowery,  łodzie  i  stateczki,

a  jachty  zwiną  skrzydła  jak  bielinki

pod  koniec  upalnego dnia. Z  wieczorem 

przyjdzie  uspokojenie.

Siądziemy  pod  gruszą

pijąc  schłodzone  wino i  będziemy  mówić                  

o Pogórzu  Przemyskim,  Bieszczadach,  o  życiu

w mieście  i  na  wsi,

o  tym  jak  się  rodzą  wiersze

i  legendy.

 Młodowice, l5  lipca  l994

  

Pstrąg  czyli  zapis  chwili

 Tylko  złożoność  życia,  głębie  i  otchłanie

notować  nieudolnie?   Czy  zachować  błysk

ulotnej  chwili  i  cieszyć   się   nią

jak  wędkarz   błękitnym  pstrągiem

złowionym  w   Czarnej  Hańczy,

gdy  stracił  już  nadzieję,  że  cokolwiek  zdoła

przynęcić  na   fałszywą  muchę ?

Czy  nieprawdziwy  będzie  taki  zapis?

Tak  mało  ważny  jak  niewymiarowy

pstrąg,  wyrzucony  z  powrotem  w  nurt  rzeki?

Lepiej  by  siedział   w piaszczystym  wykrocie

pod  nadbrzeżnym  kamieniem, 

czekał,  aż  urośnie, 

nabierze  wagi

i stanie  się  godny 

apetytu  wędkarza.

 

Na  wsi  spokojnej,  wśród   kwitnących  łąk,

nabiera  wagi  i  najmniejszy  pstrąg.

 

Młodowice,   15  lipca   l994

 

 

 

Wiesiołek

Wiesiołek śpi. Zwinięty w listek
w swej stożkowatej otulinie
kryje przeczucia, chęci mgliste,
aby już słońce się schowało —
wtedy swą dumną doskonałość
ukaże światu:
wysunie słupka złote ostrze,
wystrzeli płatki i rozpostrze
sto małych słońc w zieleni listków.
W jednej minucie, w jednym błysku
wiesiołek złotem się okrywa
i słodkim pyłkiem ćmy przyzywa.
Zlatują się nocne motyle,
a letnia noc trwa tylko chwilę —
jeszcze nie zdążysz się napatrzeć,
a wszystko znika — jak w teatrze,
kiedy umilkną już oklaski:
świt — i wiesiołka złote blaski
gasną.
A ty sobie myślisz:
czym przy wiesiołku jest
przepyszlin?

 2003r.

Przepyszlin czyli gardenia

Przepyszlin rośnie w jakimś obcym kraju.
Podobno to gardenia. Słowniki podają,
że jest to krzew zielony o kwiatach wspaniałych.
Niegdyś go do toalet damy przypinały,
a wytworni panowie mieli w butonierce.
Czym jest przy nim wiesiołek?
Wiesiołek ma serce.

 
       
       
       
 

Pocztówka z Grecji – Rodos

 Po kolei najeżdżali tę wyspę                                                         

(choć nikt ich o to nie prosił!)

Rzymianie, Joanici, Turcy, Niemcy i Włosi.

 

Teraz inni najeźdźcy samolotami tu lecą,

a w gromadzie Polaków i my chcemy

zobaczyć co nieco.

 

Wyspę długą  jak ryba zmywa

morze jak szafir czyste,

na skałach wznoszą się domy,

a brzegi są kamieniste.

   

Joanici - zakon rycerski - wznieśli tę twierdzę

na skałach,

dziś na Starówce w Rhodos można zwiedzać

ten pałac.

O pięknie wyspy Rhodos można pisać bez końca

ale czas pożegnać się z morzem i złapać (na zapas) słońca.

 

I na znak, że tu była

podpisuje Ludmiła.

27.08 – 2.09.2001

 

 
 

Pocztówka

*       *       *

Pełna wrażeń i emocji

jechałam do Kapadocji,

bo to jest kraj z górskiej baśni

(mapa wszystko wam wyjaśni).

Chciałam dłużej zwiedzać,

ale czas jechać do Pamuk –Kale

(znaczy Bawełniana Twierdza)

bo historia to potwierdza,

że turecki naród przecie

z licznych wojen znany w świecie.

Ale teraz inne czasy – tutaj białe

są tarasy,

słońce pali, a w mej

głowie nic,

więc resztę wam opowiem.

 

Trzy promyki od słonka

Przesyła wam Patronka!

 

8-15 maja 2002

 

 
 

Pocztówka z Kenii.

Polskę lepiej się oceni, gdy się znajdzie człowiek w Kenii.

O Afryce każdy marzy, a tu można się usmażyć;

jest 40 stopni w cieniu, więc się poci nawet leniuch.

I w Bałtyku – moim zdaniem – lepiej jest niż tu w Oceanie.   

Rano odpływ – woda znika – tylko algi, trochę piachu,

bardzo dzika ta Afryka ale żyje się bez strachu,

bo Murzyni bardzo mili dla Majki i Babci Lili.

 

 

21 marca 2000,  blisko Mombassy

 

 
       
 

Pozdrowienia i życzenia

 

   
 

Moi Kochani Przyjaciele

Czy może być szczęścia tak wiele?

Za oknem nadzieją liście,

Które przesyłam Wam w liście.

To znaczy na odwrocie,

Gdzie te trzy główki kocie,

Bo śliczne

Odwiedzają mnie koty piwniczne.               

To znaczy wchodzą na taras

I wycofują się zaraz.

Tylko jeden mały ciekawski

Staje na łapkach za szybą

I sprawdza czy nie jestem rybą!

Mieszkanko ciepłe, pogodne

(a koty ciągle głodne)

Do Majki mam minut pięć,

Ale nie zawsze chęć

Żeby po tym huraganie wychodzić

Choć moje zdanie nie zawsze się liczy,

Trzeba cierpliwość ćwiczyć

 

Czekam na Was po świętach

I wciąż o Was pamiętam!

 

27 października 2003r.

Warszawa Wilanów

 

 

 
 

***

Tym razem leci do Was króliczek

a może to wielkanocny zając?

Lecz jest puszysty, lubi słodycze

i szybko pędzi do Was, kicając.

 

A razem z nimi (bo dwa są zające)

lecą z Warszawy do Was życzenia:

niech Wam w serduszkach świeci słońce  

i życie Wam opromienia.

 

Angielska kartka nie nadaremnie

bo do Irlandii lecę w sobotę,

tu niech się wszystko kręci beze mnie,

zanim na święta będę z powrotem.

 

Z Irlandii wstąpię jeszcze po drodze

właśnie do Anglii, może królowa

zechce mnie przyjąć? Na jednej nodze

stanę jak bocian, albo się schowam

 

Bo co innego ktoś zrobić może,

kto nie był na królewskim dworze?

 

 

5 marca 1993r.

 

 
 

Życzenia

 

Albo ten zajączek zaspał,

Albo ugrzązł w śnieżnych zaspach,

W każdym razie późno nieco

Dotarł do mnie do Warszawy.

Może szukał mnie ze świecą?            

Może miał ważniejsze sprawy?

Wreszcie przybył w moje progi:

„Już po świętach? Boże drogi!”

Muszę się nauczyć liczyć

żeby w porę dzieciom życzyć:

Świąt wesołych, smacznych jajek

Dobrych snów i pięknych bajek!

 

Jak to dobrze mój zającu,

Żeś dojechał do mnie w końcu.

Leć więc teraz do Młodowic,

Zanieś dzieciom pozdrowienia

I zapytaj czy tam słowik

Dzień wiosenny opromienia?

 

Po Wielkanocy 2002

 

 
 

Różoludek

 

Kto mnie widzi, ten zapyta:

Czy to misio, czy kosmita?

Krasnoludek? Z pomponikiem?

Futroludzik? Zwierzę dzikie?

 

Jestem sobie Różoludek,

który umie przegnać nudę,

świat chce widzieć na różowo    

i potrafi ruszać głową

 

Cieszy mnie dookoła wszystko:     

czerwień maków, zieleń listków,

szpak co drze się wniebogłosy

i dojrzałe zboża kłosy.

 

Jeśli weźmiesz przykład ze mnie

bardzo będzie mi przyjemnie.

 

Podpisano:

Dziwoludek, Różonosek, Uśmiechutek

dla chłopaka i dziewczyny

będę stroił różne miny

czerwiec, 1992

 

 
 

Joanna

 

Joanna, mówią to straszna czyściocha.

A Joanna naprawdę bardzo wodę kocha.

Woda, mydło, pianka do kąpieli

tak bardzo ją weseli,

że kiedy wchodzi do wanny-

nie ma szczęśliwszej panny

od Joanny.

Gdzie tylko woda płynie, ciurka, leci, kapie-

już się Joanna w niej chlapie.

Chociaż palec podsunąć,

chociaż nos zamoczyć,

lub choć przemyć mokrą dłonią oczy!

Po deszczu biegać boso po kałużach,

w górskim potoku choć stopy zanurzać,

brodzić po rzece i pływać w jeziorze,

czy coś przyjemniejszego na świecie być może?

 

Może! Do morza wskoczyć, uciekać przed falą,

aż uderzy, aż wielkie grzywacze powalą,

zakryją razem z głową, wyrzucą na piach-

ach, jak wspaniale bać się, jak cudowny strach!

 

To co, że niebezpiecznie,

to co, że głęboko!

Mokra Joanna mówi:

-Chciałabym być foką.

 

 

 

 

Drogie Dzieci!

 

Już minęło piękne lato -

znowu czas przekwitnąć kwiatom.

Kwitnie jeszcze wrzos - bo wrzesień

nowe nam radości niesie

Chyba każdy jest wesoły,

że powraca znów do szkoły.

Jakiś pierwszak w kącie stoi -

czy mu smutno, czy się boi?

Weź za rękę go, kolego,

przecież bać się nie ma czego!

Nasza szkoła lubi dzieci

czas nauki szybko zleci.

zobaczycie, że mam rację:

już za dwieście dni wakacje!

 

Najlepsze życzenia

uczniom szkoły w Młodowicach

przesyła Patronka Ludmiła Marjańska.

 

Warszawa 1 września 2003

 

 

 

 

 

Drodzy Przyjaciele!

 

I kto by pomyślał,

że Młodowice bliższe od Przemyśla?

Nad tą zagadką

kto chce niech się głowi

od dzisiaj Przemyśl

jest koło Młodowic!

Już i po Warszawie

krąży wieść radosna

że w tej Szkole

Poetycka Wiosna.

Mają tam zjechać

różne Kurylski

i sfrunąć inne

egzotyczne ptaki.

A jak Marjańską

spotka większa łaska,

to się nie będzie

można wy-Karaska-ć!

Sama patronka

musi zmienić postać,

żeby być godną,

zaszczytowi sprostać.

Być Patronką szkoły

a jeszcze za życia

czy to wyróżnienie

będzie do przeżycia?

Jednak się postaram

i bez laski chodzić

nawet babcia stara

musi się odmłodzić

w Młodowicach!

23 maja 1999, Warszawa

 

 

 

 

 

 

Płyń  spokojnie

                        Joasi  Feduniewicz

 

Podnieś  wzrok .  Tyle  masz  przed  sobą :

całe  życie .  Wielkie  jezioro,  które  trzeba  przepłynąć.

Nabierz  tchu.  Płyń  spokojnie.  Woda

sama  będzie  cię  niosła.

Twoje  ręce  nadadzą  kierunek,

twoje  oczy  wypatrzą  zagrażającą  falę :

uniesie  cię  wysoko,  zanurzy,

wyrzuci  znów  na  powierzchnię.

Płyń  spokojnie.  Drugi  brzeg  daleko,

niewidoczny.  Samo  jezioro

jest  najpiękniejszą  przygodą.  W  głębi

złote  pierścienie  ryb,  zielone  algi,

perłowe  konchy,  rafy  korali

o  barwie  niedojrzałych  malin.  Woda

ma  zmienny  kolor  nieba, 

czasem  błyśnie  srebrzystą  mewą,  czasem

łabędzie  przelecą  z  furkotem,

dwunastu  zaklętych  braci.  Jeden

zatrzyma  się  w  locie,  osiądzie 

lekko  na  wodzie,  rozpostrze  skrzydła  i  z  tobą

dalej  popłynie.

Podnieś  oczy.  spójrz  na  jezioro 

migoczące,  czeka  pełne  blasku.       

 

         Młodowice  15  lipca  1994

 

 

 

 

***

 

Nie byłoby odpoczynku

Bez uprzedniego trudu

Nie byłoby zrozumienia

Bez rozpaczy nie do pojęcia

Trzeba długo bić głową w ścianę

Aby się rozstąpiła

Na rozkwitający ogród

 

5 kwietnia 1999r.

 

 

 

 

 

 

Kartki z naszych kronik

 

***

„Jaka to musi być szkoła, jacy nauczyciele,

gdy potrafi do siebie przywołać – i dać ze siebie tak wiele

 

Jak dobrze spać w wiejskiej ciszy

i rankiem słonecznym się zbudzić

pośród nieznanych dotychczas

życzliwych, przyjaznych ludzi.

20 września 1990r.

 

 

 

 

 

 

***

Bardzo  mała  improwizacja

tzw ." Młodowicka ".

 

Gdy  tu  byłam  po  raz  pierwszy

wpisałam  poprzedni  wierszyk -

lecz  się  człowiek  z  czasem  zmienia

- a  to  braknie  mu  natchnienia ,

a  to  czuje  w  sobie  lenia -

jednym  słowem  "nic  nie  chce  się ",

wolałby  chodzić  po  lesie ,

albo  usiąść  gdzieś  pod  gruszą .

Lecz  poetom  głowę  suszą :

"Pisz ! - żądają - pisz  bez  przerwy ! -

W końcu  pisarz  traci  nerwy

i  ucieka  do  Warszawy -

choć  to  może  i  niegrzeczne

i  nie  ważne  tamte  sprawy ,

a  tu  miło  i  serdecznie !

Tym  pisaniem   przerażona

kończę  wreszcie 

"Rzecz  skończona " -  

 jak  podpowiedziała  Lucyna .

(Wiersz  nie  świetny , moja  wina ! )

 

 

 

***

Wkrótce moje urodziny.

Zegar wciąż godziny bije.

80 lat ! To kpiny!

Przecież ciągle jeszcze żyję!

 

Czy ten czas tak szybko biegł?

Pytam uczniów o mój wiek,

niech mi klasa powie, czy

zgadną?!

 

Coś im świta w głowie,

Słyszę, że trzydzieści trzy!!

Jaka miła to odpowiedź

 

Lecz już inny uczeń zgadł

woła: osiemdziesiąt  lat!

 

Zamiast jednak  w to uwierzyć

Będę cieszyć się tym światem,

trzeba inną miarą mierzyć -

mam 58  (z vatem!)     

14 października 2003r