„Jak dobrze spać w wiejskiej ciszy  rankiem słonecznym się zbudzić, pośród nieznanych dotychczas przyjaznych, mądrych ludzi"


Patronka

 

 

Łucja Wiszlańska

Na chwilę, na tymczasem, przyjechali państwo Feduniewiczowie do Młodowic w poszukiwaniu azylu, miejsca, gdzie mogliby się schronić, w miarę spokojnie żyć i pracować. Szkoła była maleńka, z klasami łączonymi. Na początku lat 70 tylko jedna osoba z tej miejscowości poszła na studia. Dzieci z tego środowiska zasilały przede wszystkim szkoły handlowe, odzieżowe itp. W ciągu krótkiego czasu udało się przekształcić szkolę w ośmioklasową.
Wkrótce pierwsi absolwenci dostali się do liceum. To było dla Feduniewiczów fantastyczne. Programy autorskie, niekonwencjonalny system nauczania, praca maleńkiego grona nauczycieli, z których każdy jest indywidualnością, sprawiły, ze dzieci bez kompleksów zaczęły podchodzić do tego, co będzie dalej.

    „Jaka to musi być szkoła i jacy nauczyciele, że potrafi do siebie przywoływać i dać z siebie tak wiele. Jak dobrze spać w wiejskiej ciszy i rankiem słonecznym się zbudzić pośród nieznanych dotychczas, przyjaznych, mądrych ludzi" - pisała w I kronice szkoły Ludmiła Marjańska, zaproszona do Młodowic przez ucznia VI klasy Artura  Hamryszczaka, dziś studenta III roku historii na KUL. Ta pierwsza  wizyta rozpoczęła piękną przyjaźń poetki ze szkołą, z ludźmi, o których tak chętnie i pięknie mówi. Ukoronowaniem tej przyjaźni jest zgoda poetki na patronat. Dzięki temu od 1 stycznia 1999 r. szkoła w MIodowicach jest jedyną w Polsce, Europie i na świecie szkołą imienia Ludmiły Marjańskiej.


    Jak czuje się człowiek, króry jest patronem szkoły? -zapytałam poetkę. -Jakbym  już na pół umarła - żartuje Ludmiła Marjańska. -Jestem ogromnie  wzruszona tą sytuacją. Nigdy się nie spodziewałam, że będę tak uhonorowana. Przyjeżdżam do Młodowic od dziesięciu lat. Zaprzyjaźniłam się bardzo z nauczycielami, którzy są świetnymi pedagogami, dzisiejszymi judymami. To szkoła na wysokim poziomie. Większość dzieci dostaje się do liceów, bierze udział w konkursach. To są bardzo uzdolnione dzieci, prowadzone przez nauczycieli we właściwym kierunku. Byłam pełna podziwu da nich, ale naprawdę na myśl mi nie przyszło, ze tak się rozwinie i wyrazi nasza przyjaźń. To jest ogromne wyróżnienie, ogromny zaszczyt dla ludzi z mojego kręgu. W końcu nie jestem bardzo znaną poetką. Staram się pisać prosto. Bardzo cenię sobie ludzi i bez ludzi nie istnieję. Jeżeli znajduję czytelników, to może przez tę prostotę wyrazu. To nie jest wcale moja zasługa. Ja nie wiem, jak wiersz powstaje. Budzę się w nocy i przychodzi mi do głowy jedno zdanie. Tak mnie męczy, że muszę zapisać, a wtedy wiersz sam płynie. To jest naprawdę dar. Ja jestem tylko medium.  Dla mnie to, że zauważyła mnie szkoła, nauczyciele, dzieci mnie polubiły, to jest największa nagroda, jaka. może spotkać poetę i człowieka.